Nic na to nie poradzę, ale ten cytat z "Autobiografii" Perfectu cudownie zgrywa mi się z przeczytaną właśnie "Ziemią obiecaną" Reymonta.
Jakoś tak się złożyło, że wybitnego noblisty dotychczas prawie nie czytałam.
W czasach licealnych przeczytałam jedynie "Chłopów", no bo przecież lektura.
Przyznać jednak muszę, że było to czytanie dosyć nieporządne i pobieżne.
Ale lada dzień sięgnę po "Chłopów" raz jeszcze.
Zachęciła mnie do tego przeczytana właśnie "Ziemia obiecana".
Poza tym mam wobec Reymonta dług wdzięczności;-)
Mój temat maturalny dotyczył właśnie "Chłopów", więc chyba pora ku temu najwyższa, żeby tych "Chłopów" raz jeszcze, tym razem porządnie, przeczytać;-)
(Nadmieniam, że maturę zdawałam tysiąc lat temu;-)))
Ale nie o "Chłopach" przecież miałam pisać.
Wróćmy zatem do naszych baranów;-)
Po "Ziemię obiecaną" sięgnęłam w ramach majowego wyzwania Sardegny
(przy okazji dziękuję serdecznie Sardegnie za tę zabawę; kochana, dzięki Tobie sięgam po książki, które długo jeszcze czekały by na przeczytanie;-)
Dzięki filmowi Wajdy znałam tematykę i bohaterów.
Ale bezapelacyjnie stwierdzam, że książka stoi o niebo wyżej od ekranizacji (chociaż tę także uważam za świetną).
Wersja książkowa mnie zachwyciła przede wszystkim bardzo sugestywnym, plastycznym i niemal filmowym (czytając widziałam gotowe obrazy) językiem.
Ponoć po ukazaniu się książki krytycy uznali ten zbyt plastyczny język Reymonta za jej wadę.
Mnie urzekł absolutnie. Czytając słyszałam hałas fabrycznych maszyn, a unoszący się nad miastem dym dławił mnie swym ostrym zapachem.
Przemysłowa Łódź XIX wieku pochłonęła mnie zupełnie.
Nie będę się rozpisywać o fabule, gdyż podejrzewam, że wszyscy znają ją doskonale.
Chociaż w zasadzie nie ma tu jednoznacznie głównego bohatera, to na plan pierwszy wysuwają się trzej przyjaciele: Karol Borowiecki (Polak, chemik pracujący w fabryce Bucholca, gdzie jest dyrektorem drukarni), Maks Baum (Niemiec, technik włókiennik) i żydowski pośrednik handlowy i finansista Moryc Welt.
A oto oni w oczach Wajdy:
Zdjęcie pochodzi STĄD
Od lewej: Moryc Welt (Pszoniak), Karol Borowiecki (Olbrychski) i Maks Baum (Seweryn)
Znają się jeszcze z czasów studenckich, studiowali razem na politechnice w Rydze.
I choć różni ich niemal wszystko, to "jeden przyświeca im cel": otworzyć własną fabrykę.
I cel ten osiągają.
Ale czy stają się przez to szczęśliwsi???
Czy pęd ku bogactwu, podporządkowanie się bezwzględnemu, szpetnemu i odczłowieczającemu przemysłowemu miastu nie pozbawia ich czegoś ważnego???
Zresztą nie tylko ich.
Wielu w tej powieści takich, dla których powiedzenie "cel uświęca środki" zdaje się być mottem życiowym.
Reymont przedstawia bogatą i zróżnicowaną galerię postaci.
Bogatych fabrykantów, nurzających się w luksusie, a obok nich tłum robotników, których codziennością jest brud, gryzący dym, nędza i walka o przetrwanie.
Autor zdecydowanie nie lubi tego potwornego molocha, "ziemskiego piekła" jakim jawi się w powieści dynamicznie rozwijająca się Łódź.
Zdecydowanie bliższa jest mu sielskość Kurowa (w którym mieszka ojciec Borowieckiego i jego narzeczona Anka).
"Ziemia obiecana" to powieść napisana z ogromnym rozmachem i dbałością o realia ( Reymont zbierając materiały do książki na jakiś czas przeniósł się do Łodzi, aby wtopić się w to miasto i jego specyfikę).
To powieść o ludziach dla których coraz większe, bogatsze i tętniące życiem miasto jest jak biblijny Kanaan obiecany przez Boga Izraelowi.
Dotrzeć do tej ziemi, włączyć się do wyścigu po bogactwo i szczęście...
Dzisiaj pewnie nazwalibyśmy to zjawisko "wyścigiem szczurów".
A jak już się tam będzie, to...
Ziemia obiecana?????
Ps. Nie lubię Borowieckiego zdecydowanie.
W różnych omówieniach powieści przedstawia się go często jako bohatera "wewnętrznie rozdartego".
Dla mnie to cynik i arogant, bezduszny i bez zasad.
Tylko zastanawiam się na ile do mojego nielubienia przyczynił się Olbrychski, który w filmie
robił wszystko, abyśmy Karola nie darzyli sympatią.
Ciekawe, czy gdybym najpierw przeczytała książkę, a potem obejrzała film, mój odbiór tej postaci byłby inny???
Książkę przeczytałam w ramach majowego wyzwania Sardegny "Trójka e-pik"
"Ziemia obiecana" to powieść napisana z ogromnym rozmachem i dbałością o realia ( Reymont zbierając materiały do książki na jakiś czas przeniósł się do Łodzi, aby wtopić się w to miasto i jego specyfikę).
To powieść o ludziach dla których coraz większe, bogatsze i tętniące życiem miasto jest jak biblijny Kanaan obiecany przez Boga Izraelowi.
Dotrzeć do tej ziemi, włączyć się do wyścigu po bogactwo i szczęście...
Dzisiaj pewnie nazwalibyśmy to zjawisko "wyścigiem szczurów".
A jak już się tam będzie, to...
Ziemia obiecana?????
Ps. Nie lubię Borowieckiego zdecydowanie.
W różnych omówieniach powieści przedstawia się go często jako bohatera "wewnętrznie rozdartego".
Dla mnie to cynik i arogant, bezduszny i bez zasad.
Tylko zastanawiam się na ile do mojego nielubienia przyczynił się Olbrychski, który w filmie
robił wszystko, abyśmy Karola nie darzyli sympatią.
Ciekawe, czy gdybym najpierw przeczytała książkę, a potem obejrzała film, mój odbiór tej postaci byłby inny???
Książkę przeczytałam w ramach majowego wyzwania Sardegny "Trójka e-pik"
Ponieważ jest to moja własna książka, więc świetnie mieści się też w wyzwaniu
Pozdrawiam serdecznie wszystkich, którzy mnie odwiedzają.
FLORENTYNA














