czwartek, 29 marca 2012

Mój "marzec z Marią"...

...był zdecydowanie za krótki;-(
I właściwie uczciwiej było by nazwać go "marcem z Kowalskimi", jako że w ramach wyzwania 
zaproponowanego przez LIRAEL
udało mi się przeczytać jedynie "Dni powszednie państwa Kowalskich".
W czytaniu mam aktualnie "Rozmowy z Marią Kuncewiczową", ale niestety nie uda mi się skończyć przed końcem miesiąca.
I dlatego moi kochani 
ogłaszam niniejszym, że zupełnie prywatnie przedłużam marzec z Marią na kwiecień z Marią, a może maj z Marią;-)))
Bo tak mam, że jak zacznę czytać coś danego autora, to najczęściej "wpadam w ciąg";-)
Z przyjemnością zatem odkurzę i odpomnę sobie dawno przeczytane książki Kuncewiczowej i chętnie sięgnę po te, których jeszcze nie czytałam.
Dziękuję Lirael;-)
Mam nadzieję, że wkrótce wymyślisz jakieś nowe fascynujące wyzwanie;-)

A póki co słów kilka o rzeczonych Kowalskich:







"Kowalscy" to pierwsza w Europie powieść radiowa.
Było to dawno temu, kiedy o audiobookach nikomu się jeszcze nie śniło;-)
Emisja powieści rozpoczęła się w 1936 roku.
Chociaż w pierwotnej wersji powieścią być nie miała.
Jak wspomina sama Kuncewiczowa w jednym z wywiadów, zamówiono u niej cykl pogadanek  
"zawierających praktyczne wskazówki dla małżeństw".


A dalej mówi: "Ale ja nie umiem wygłaszać refleksji czy uwag w przestrzeń, pod niewyraźnym adresem. Zaraz  zaczyna mi się rysować jakiś człowiek lub grupa ludzi, a może po prostu ów tzw. idealny czytelnik (...) z którym rozmawiam za pośrednictwem moich bohaterów.
Tym razem także bardzo szybko zorientowałam się, że ja po prostu zaczynam pisać powieść o określonej parze ludzi, z których każde jest odrębną osobowością." [1]


I tym oto sposobem "Kowalscy" z cyklu pogadanek awansowali na powieść;-)
Tytułowi Kowalscy to młode sympatyczne małżeństwo o rozległych zainteresowaniach.
Lubią czytać ( i przyznam szczerze, że od razu ich za to polubiłam;-), 
I lubią gadać;-)
Nawet bardzo lubią. O wszystkim i na każdy temat.
Ta książka to w zasadzie jeden wielki dialog.
Absolutny rarytas dla tych wszystkich, którzy nie przepadają za opisami w literaturze;-)
A to, co mówią Kowalscy, nam z kolei wiele mówi o nich samych.
Poznajemy ich w chwili, kiedy szukają mieszkania, bo dotychczasowe lokum u mało sympatycznej Sklepiczyńskiej szczytem marzeń niestety nie jest...
A jaki jest dom marzeń?


"Z gwiazdami za oknem. Cichy. (...)Bez cudzej łaski. Bez morałów..."[2]


Ale niech nie zwiedzie Was ten opis,który wskazywać by mógł na osoby łagodne i delikatne...
Co to, to nie!
Irena i Paweł to nie para gołąbków, które jedzą sobie z dzióbków i nieustannie patrzą w oczy.
To ludzie z krwi i kości.
Nieobce są im uczucia takie jak złość, czy zazdrość.
A że to dwie absolutne indywidualności i skrajnie różne usposobienia, ich rozmowy nigdy nie nużą czytelnika.
Czasem aż iskrzy w nich od emocji.
No i najważniejsza sprawa: Kowalscy nie są ponurakami!
Kuncewiczowa obdarzyła ich sporym poczuciem humoru  dzięki czemu książkę czyta się lekko i z przyjemnością.


A jak to się dzieje, że możemy podpatrywać i podsłuchiwać Kowalskich w każdej chwili ich życia i w każdej sytuacji?
Otóż jest ktoś, kto towarzyszy im nieustannie, zagląda do okien, podsłuchuje pod drzwiami, śledzi każdy ich krok...
Idzie tuż za nimi, a czasem ma się wrażenie, że nawet ciut przed nimi;-)
Wszędobylski i wszechwiedzący Narrator, którego Kuncewiczowa uczyniła "aniołem stróżem" swojej sympatycznej pary bohaterów.
Ale Kowalscy i jemu spłatali figla: nagle zniknęli...
Biedny, skonsternowany narrator..


"Nie ma Kowalskich. Znikli z domu pod cyprysem, zabrawszy nowy tapczan i cukiernicę, z której byli tak dumni. Na nic magiczne sposoby! Stoję bezradny przed zamkniętymi drzwiami.
Żadnego domysłu, tylko tępe zdumienie.
Dlaczego? Dlaczego?" [3]


Powiem Wam w sekrecie, że Kowalscy się jednak odnajdą;-)
A w ich życiu zajdą ogromne zmiany...
Jakie? 
Zajrzyjcie do książki. Myślę, że nie będziecie się nudzić.


----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
            [1] Rozmowy z Marią Kuncewiczową - wybór, opracowanie i posłowie 
                  Helena Zaworska, Czytelnik 1983, s. 164-165
             [2] Maria Kuncewiczowa, Dni powszednie państwa Kowalskich, 
                  Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza 1984, s.12                                                 
            [3] Maria Kuncewiczowa, op. cit, s.140
                                                                              
          


                                                                                


poniedziałek, 20 lutego 2012

Moja pierwsza wygrana

Witam serdecznie wszystkich, którzy do mnie zaglądają.
I spieszę się Wam pochwalić wygraną;-)
Choć mój blog nie wyszedł jeszcze z fazy raczkowania, to już dopisało mi szczęście.
Jakiś czas temu, podczytując bloga SABINKI
trafiłam na "ABC" sympatycznej piszącej pary:  Urszuli i Radosława Lemańskich.
Szczegóły TUTAJ
Poczytałam spodobało mi się to, co mówili, zainteresowałam się ich książkami, no i rzecz jasna wzięłam udział w konkursie.
No i wygrałam książkę!!!!!
Jako że kuchnia to jedna z moich wielkich pasji, wybrałam arcyciekawą książeczkę 
"Kuchnia-laboratorium zdrowia i urody"


A w niej mnóstwo przepisów na to, jak zdrowo i niebanalnie się odżywiać, aby :
"(...) zachować równowagę organizmu, być zawsze w dobrej kondycji, nie martwić się o wagę, wyglądać pięknie i mieć tak silnego ducha, by stawić czoła każdej stresującej sytuacji".

I,rzecz dla mnie bardzo miła: przesympatyczna dedykacja Autorki;-)


Bardzo dziękuję za świetną książkę.
Zaczynam wypróbowywać zawarte w niej przepisy;-)

Oto mała próbka:

Takie musli to fantastyczna propozycja na dobry początek dnia.
Są świetne także dlatego, że przygotowuje się je wieczorem, a rano wystarczy je tylko uzupełnić jogurtem i śniadanie gotowe;-)

W książce jest bardzo dużo interesujących przepisów na posiłki o każdej porze dnia.

Podpowiedzi, w jakich roślinach szukać niezbędnych nam witamin i porady jak przyrządzać posiłki, aby tych witamin "złapać"dla siebie jak najwięcej;-)))

Bardzo zainteresowała mnie woda jęczmienna, która, jak pisze autorka, redukuje poziom cholesterolu, a poza tym jest niezwykle odżywcza.



W końcowej części książki znajdziecie przepisy, jak w swoim kuchennym laboratorium przygotować 
z owoców i warzyw wspaniałe ekologiczne "domowe środki upiększające."

Książka wydana została przez wydawnictwo "Drzewo Laurowe"
Bardzo się cieszę, że trafiła do mnie;-)

Florentyna




czwartek, 2 lutego 2012

Moje spotkania z poezją Noblistki...

“Ktoś tutaj był i był,
a potem nagle zniknął
i uporczywie go nie ma.”






Odeszła wielka poetka.
Odeszła wspaniała, ciepła, radosna i skromna osoba...
Niezmieniona zupełnie po "tragedii sztokholmskiej";-)
Niestety nie miałam szczęścia być na żadnym z jej autorskich spotkań.
Znałam Ją jedynie z uśmiechniętych zdjęć w prasie, czasem Jej radosne oczy popatrzyły na mnie z telewizyjnego ekranu.
Ale jako że nie lubiła szumu wokół swojej osoby i unikała rozgłosu, tych telewizyjnych spotkań nie było zbyt wiele.
Najwięcej było spotkań z Jej poezją.
Pierwsze spotkanie z wierszem Szymborskiej pamiętam bardzo dokładnie.
Gdzieś w odległych wczesnoszkolnych latach bywałam uczestniczką różnorodnych konkursów recytatorskich (nieskromnie dodam, że nawet z miniaturowymi sukcesami w postaci plasowania się w pierwszej trójce;-)
I na jeden z takich konkursów moja ówczesna "Pani od polskiego" wybrała dla mnie wiersz Szymborskiej.
To była "Gawęda o miłości do ziemi ojczystej".
Wiersz zaangażowany, patriotyczny, ale melodyjny, rytmiczny i "miękki" .
Lata były 70-dziesiąte i takie wiersze mówiło się wówczas na konkursach

Wiersz z drugiego  tomiku Szymborskiej zatytułowanego "Pytania zadawane sobie".
Tomik wydany został w 1954 roku.
To czasy, kiedy Szymborska pisała wiersze "z przesłaniem".
Kontrowersyjny okres w twórczości Poetki.

I dla mnie, ówczesnej 12, czy 13-nastolatki był to wiersz trudny.

Pamiętam ile czasu pracowałam nad jego interpretacją z moją ukochaną polonistką.
Do dziś umiem go na pamięć;-)
I lubię go;-)
Dał mi miejsce na konkursowym podium;-)
I spowodował, że zainteresowałam się Szymborską.

Uwielbiałam Jej "Lektury nadobowiązkowe".
Czytane początkowo w "Życiu Literackim", a później w wersji książkowej.
Potem "Nowe lektury nadobowiązkowe".
Felietony błyskotliwe i dowcipne.
Sama radość czytania.

Przez długi czas moim najukochańszym wierszem Szymborskiej był utwór "Nic dwa razy".
Był modny, jego fragmenty wpisywało się do pamiętników:

Żaden dzień sie nie powtórzy, 
Nie ma dwóch podobnych nocy, 
Dwóch tych samych pocałunków, 
Dwóch jednakich spojrzeń w oczy. 

Potem przyszły inne fascynacje.
Jednym z moich ulubionych jest wiersz  "Kot w pustym mieszkaniu", który Szymborska napisała po śmierci Kornela Filipowicza.

Umrzeć - tego nie robi się kotu.
Bo co ma począć kot
w pustym mieszkaniu.

I zupełnie inne klimaty: błyskotliwe, prześmieszne, niezapomniane limeryki;-)
Fantastyczna zabawa słowem;-)



Pewien rybak na Gwadelupie 

utrzymywał, że to bardzo głupie

znać do wyspy tylko jeden rym

i w szalupie popisywać się nim

przy biskupie lub w grupie przy zupie. 


I doskonałe "lepieje"


Lepsza ciotka striptizerka,

niż podane tu żeberka. 

Kto jeszcze nie zna, niech koniecznie przeczyta "Rymowanki, czyli wierszyki dla dużych dzieci"
Doskonała zabawa gwarantowana.

No i koniecznie trzeba przeczytać "Wisławy Szymborskiej pamiątkowe rupiecie, przyjaciele i sny"
Mnóstwo tam fantastycznych zdjęć nie tylko samej Poetki, ale także jej słynnych kolaży, którymi uwielbiała obdarowywać przyjaciół i znajomych.
To książka ciepła i pełna dobrej energii.
Zbiór ciekawych opowieści i smakowitych anegdot.
Czytasz i nachodzi Cię ochota zorganizowania, wzorem Poetki, jakiejś małej loteryjki dla przyjaciół;-)
Czemuż by nie???


Na zakończenie jeszcze jeden cytat z Szymborskiej"

Umarłych wieczność dotąd trwa, dokąd pamięcią się im płaci


FLORENTYNA


środa, 25 stycznia 2012

"Książki w transie" i stosik na najbliższe dni;-)

Jeśli czytaliście przesympatyczną książeczkę Marii Pruszkowskiej "Przyślę panu list i klucz", to wiecie skąd moje tytułowe "książki w transie";-)
Jeśli nie czytaliście, to polecam, a dla zachęty króciutki cytat:

"Ojciec nigdy nie czytał tylko jednej książki. Na ogół najmniej trzy naraz, a czasem cztery i pięć. Stworzył sobie swój własny system, z którego podśmiewałyśmy się w młodości, ale który z wiekiem przejęłyśmy. Na jego stoliku leżało zwykle kilka książek, które określał: - To są książki w transie. - Książek tych nie wolno było nam ruszać."

I ja czytam podobnie.
Jedna książka w czytaniu to dla mnie zdecydowanie za mało.
A zatem jest książka na godziny poranne, tuż po przebudzeniu, jeszcze przed wstaniem z łóżka.
Ktoś kiedyś (nie pamiętam kto, ale raczej usłyszałam to w telewizji, a nie przeczytałam) nazwał ten czas "złotą godziną", taką, którą mamy tylko dla siebie, zanim domownicy wstaną i cały dom obudzi się do życia.
Jednym słowem mój czas z książką;-)
Wymaga to nieco samodyscypliny, bo trzeba nastawić budzik o godzinę wcześniej, ale myślę, że warto;-)
Inna książka jest na zabiegany dzień, na czas spędzony w kolejkach, tramwajach, autobusach, czy nawet w korkach.
Taka książka w biegu;-)
A jeszcze inna jest na spokojne godziny popołudniowe, kiedy można zaparzyć sobie ulubioną herbatę z malinami i zagłębić się w fotelu, albo zwinąć w kłębek pod kocem;-)
Na ten czas są książki do specjalnego, nieśpiesznego smakowania słów...

Popatrzcie na moje aktualne "książki w transie"


Patrząc od lewej:
"Cmentarz w Pradze" Umberto Eco czytam powoli i z uwagą 
Zachwyca, jak zwykle u Eco, styl i język.
Intryguje główny bohater Simonini, który choć niecnego charakteru i profesji wzbudza u czytelnika sympatię (nie wiem czy do końca, bo jestem zaledwie w połowie książki).
Trzeba "Cmentarz w Pradze" czytać uważnie i bez pośpiechu, bo łatwo pogubić się w gąszczu historycznych zawirowań
To książka na spokojne popołudnia i wieczory.

A zaraz obok "Głowy piwniczne" Wacława Krupińskiego
Czyli opowieść o ludziach którzy stworzyli ten legendarny już (56 lat) kabaret i jego historię.
Kraków kocham miłością wielką odkąd sięgam pamięcią, a Piwnica to kwintesencja Krakowa;-)
Wspomnienie o młodych zapaleńcach, którzy w oczyszczonym z węgla pomieszczeniu piwnicznym stworzyli kabaret nie mający sobie równych, czyta się rewelacyjnie!
Chciało by się powiedzieć "to były czasy'!!!
A na czym polega fenomen Piwnicy?
Zacytuję słowa Piotra Skrzyneckiego:
"(...) to jest święte miejsce kabaretowe, ono ma kabaret w murach, w schodach, w podłodze...
I dlatego geniusz tego miejsca przetrwa."
Myślę, że coś jest na rzeczy;-)
A "Głowy piwniczne" to lektura mojej złotej godziny;-)

I ostatnia z moich obecnych  "książek w transie" :
"Gwałt" Joanny Chmielewskiej
Chmielewska to jedna z moich ukochanych autorek.
Uczciwie jednak przyznać należy, że "wczesna Chmielewska".
Nowe książki Pani Joanny niestety daleko odbiegają 
od swoich książkowych przodków;-)
Gdzie im do "Romansu wszech czasów", "Całego zdania nieboszczyka",
czy "Wszystko czerwone".
Nie wiem jaki będzie "Gwałt", bo dopiero zaczynam czytać.
Czytane ostatnio "Byczki w pomidorach" bardzo mnie rozczarowały.
Niemniej jednak z miłości do autorki sięgam po każdą jej książkę i w nowszych szukam chociażby echa dawnej Chmielewskiej, przy której lekturze płakałam ze śmiechu, a rodzice w środku nocy zaglądali do mojego pokoju sprawdzić czy aby dobrze się czuję, bo rechotałam tak, że budziłam cały dom;-)))
Jak się domyślacie "Gwałt", to książka na zabiegane godziny dnia.

A teraz jeszcze stosik.
Najbliższe moje czytelnicze plany wyglądają tak:


Większość to książki biblioteczne.
Wśród nich tylko dwie własne.
Zamierzam je przeczytać w ramach wyzwania czytelniczego do którego zgłosiłam akces.
Więcej na ten temat TUTAJ

Pozdrawiam serdecznie.
I witam pierwszych obserwatorów.
Miło mi, że jesteście, rozgośćcie się proszę i... czytajmy razem;-)

Ps. Przepraszam za nie najlepszą jakość zdjęć, ale światło było do bani, a nie chciałam czekać do jutra.
Mam nadzieję, że mi wybaczycie.
Książki ze stosiku przybliżę w kolejnym poście, bo zrobiło się nieco przydługo (gaduła ze mnie,
ot, co;-)))



FLORENTYNA











piątek, 20 stycznia 2012

Moje dziecięce marzenie

Jest taki niewielki zbiorek esejów Jana Tomkowskiego.
Z niego zaczerpnęłam tytuł mojego bloga.
Odkąd pamiętam mieszkanie w bibliotece było moim wielkim marzeniem;-)
Wdychać ukochany zapach książek, dotykać ich grzbietów, przerzucać kartki...
A po przeczytaniu jednej, sięgać po drugą nie wstając z głębokiego fotela.
Od tamtego czasu minęło sporo lat.
W bibliotece co prawda nie zamieszkałam, ale miłość do książek pozostała.
Lubię je czytać, lubię je mieć, lubię o nich rozmawiać...
A nade wszystko lubię książki o książkach i czytaniu;-)
Wiem, że nie jestem oryginalna. Większość czytaczy tak ma;-)))
Półka na którą najczęściej sięgam, to biografie, dzienniki, pamiętniki, listy, wspomnienia.
A kolejne, niższe półki, to...wszystko co wpadnie mi w rękę;-)
Miewam różne książkowe fascynacje.
I kilku ukochanych autorów, zaczytanych "do imentu";-)))
Zapraszam do mojej biblioteki, w której tak naprawdę, choć nie dosłownie, mieszkam od zawsze;-)

A jeśli ktoś z Was nie zna jeszcze esejów Tomkowskiego "Zamieszkać  w Bibliotece", to namawiam do ich przeczytania.
Moim zdaniem to czytelnicza uczta.
Chociaż nie traktują o bibliotece w dosłownym znaczeniu (oprócz jednego rozdziału), to poruszane w nich tematy wprawią w zachwyt każdego miłośnika książek.
Popatrzcie na tytuły kolejnych rozdziałów:

- Czy pozbędziemy się książek? 
- Krótki kurs sztuki czytania 
- Przeprowadzka do Biblioteki 
- Książki niekochane, czyli o lekturach obowiązkowych 
- Bestsellery i arcydzieła 
- Ciągle układamy kanon 
- Nieśmiertelni bohaterowie 
- W poszukiwaniu wielkiej miłości 
- Być albo nie być, czyli mądrości literatury 
- Magiczne miasta pisarzy 
- Podróże, ekspedycje, wyprawy 
- Frak Wertera, czyli stroje i przebrania 
- Od czarnej polewki do magdalenki, czyli potrawy literackie 
- Lektury na kasetach 
- W kleszczach mediów 
- Komputer poetą, czyli metafora z peceta 
- Z literaturą w Europie 

Zazdroszczę tym, którzy jeszcze tego nie czytali;-)
Przed Wami fantastyczne chwile;-)

Pozdrawiam serdecznie.

FLORENTYNA